Historie podróżnicze

Sekretny basen wodospadu Kuang Si


- Chcesz dołączyć do nas, żeby zobaczyć jutro wodospady? - zapytały dziewczyny po drugiej stronie stołu.

„Jasne!” Odpowiedziałem.

I tak po prostu udałem się do słynnych wodospadów Kuang Si Luang Prabanga z trzema dziewczynami, które spotkałem na kolacji.

Spaceruj po Luang Prabang przez ponad dwie sekundy, a dziesiątki kierowców tuk-tuk zapytają, czy chcesz iść na wodospady.

I mają na myśli tylko jednego: Kuang Si.

W mieście, które nie ma zbyt wiele do zrobienia (co jest błogosławieństwem), jest to najpopularniejsza atrakcja dla turystów.

Wodospady zostały wymienione w moim przewodniku jako „must-do”, a każdy podróżnik, z którym rozmawiałem przed wizytą w mieście, powiedział mi, że zwariowałbym, że nie zobaczę upadków.

Zwykle, gdy tak wielu ludzi mówi tak entuzjastycznie o miejscu, staję się sceptyczny. Myślę, że to będzie pułapka turystyczna. To będzie jedno z tych pięknych miejsc tak przytłoczonych tłumami, które walczą o idealne selfie, nie będę w stanie uciec na chwilę spokoju.

Ale ogromnie kocham wodospady. Są niesamowicie kojące.

Więc po obudzeniu się wcześnie rano następnego dnia zaczekałem w odpowiednim miejscu spotkań dla moich nowych przyjaciół. Ponieważ byli spóźnieni, dało mi to czas na uzgodnienia z jednym z wielu kierowców tuk-tuków siedzących wokół głównego ronda. Jeden podszedł do mnie i zaczęliśmy nasz taniec: targowaliśmy się, żartowaliśmy, podnosiliśmy ręce w frustracji, odeszliśmy, a potem osiągnęliśmy cenę, którą udawał, że była zbyt niska i wiedziałem, że wciąż jest trochę za wysoko.

Po przybyciu moich przyjaciół wsiedliśmy do naszej wspólnej taksówki z kilkoma innymi nieznajomymi i pojechaliśmy godzinę poza miasto na wodospady. Powietrze ochładzało się, kiedy przechodziliśmy przez małe, zakurzone miasta, obok szkół, w których dzieciaki grały i krzyczały na zewnątrz, i pięknych posągów Buddy, pól ryżowych i zielonych gór w oddali. To było moje pierwsze prawdziwe spojrzenie na Laos, odkąd wylądowałem poprzedniej nocy. Było w niej proste, nieskażone piękno.

Po przyjeździe i opłaceniu wpisowego w wysokości 20 000 kipów (2,50 USD) po raz pierwszy zatrzymaliśmy się w słynnym sanktuarium niedźwiedzi. Azjatyckie niedźwiedzie czarne lub niedźwiedzie księżycowe są gatunkiem zagrożonym wyginięciem, ponieważ ich żółć jest używana w medycynie chińskiej do „łagodzenia wewnętrznego ciepła” (jest także zalecana do wszystkiego, od kaca po raka i występuje w powszechnych produktach do kąpieli). To sanktuarium ratuje je i mieści 23 niedźwiedzie, które teraz mogą wędrować i cieszyć się życiem poza klatką. To sprawiło, że chcę niedźwiedzia. Były takie słodkie i futrzane. Spójrz:

Patrzyliśmy, jak wspinają się po drzewach, bawią się i piją wodę. Zbiorowe „awwww” ogarnęło widzów za każdym razem, gdy niedźwiedź wszedł w bliski widok.

Patrząc dalej, ruszyliśmy w kierunku wodospadów, chętnych do pływania.

Kuang Si jest olbrzymim wodospadem, który przepływa przez bogatą w wapień dżunglę i opada do serii trzech delikatnie kaskadowych basenów. Od najniższego każdy basen wydaje się być krokiem w drodze do świętej świątyni.

Legenda głosi, że mądry starzec wezwał wodę, kopiąc w ziemię. Wtedy złoty jeleń zagościł pod skałą wystającą spod nowych wód. To stąd pochodzi nazwa Kuang Si: kuang oznacza jelenia, a si oznacza kopać.

Zaczęliśmy od najniższego basenu i ruszyliśmy w stronę wodospadu. Podczas spaceru wokół każdego basenu czujesz się tak, jakbyś znalazł się w bajce, z wodą płynącą przez białe wapienne skały w akwamarynowych basenach otoczonych tropikalnymi drzewami, które wpuszczają odpowiednią ilość światła. Im bliżej wodospadu, tym więcej grup ludzi widziałem, pływając pod wodospadem, chodząc po skałach i robiąc niekończące się zdjęcia.

Wpatrując się w tłum i przeklinając w milczeniu w nadziei, że wyjdą ze zdjęć, które próbowałem zrobić, nie mogłem się powstrzymać przed podziwem, jak piękna była ta scena. Wszyscy mieli rację: to miejsce było obowiązkowe. Patrząc na niebiesko-zieloną wodę, która spadała na krawędzie skał, a światło rzucało eteryczną poświatę na scenę, tłumy i hałas nie mogły oderwać piękna tego miejsca.

„Czy powinniśmy pójść popływać lub wędrować jeszcze trochę?” Zapytałem dziewczyny.

„Chodźmy jeszcze trochę”.

Kontynuowaliśmy, podziwiając każdy basen, aż wreszcie dotarliśmy do wodospadu. Gdy woda spadała kaskadą w strumieniu dźwięku, patrzyliśmy na upuszczone szczęki. Co za piękna strona do obejrzenia! Ten wodospad przecinał dżunglę jak brzytwa. Nie mogłem się obejść, jak intensywnie i cudownie to wyglądało.

Z prawej strony wodospadu wspięliśmy się na błotnisty, zaniedbany, zużyty szlak, który często wymagał trochę umiejętności alpinistycznych. Nasza nagroda była najlepsza i jej spektakularne widoki na dolinę. Wędrowaliśmy po szczycie ogrodzonego wodospadu, brodziliśmy przez baseny i przekraczaliśmy chwiejne przejścia. Uderzyło mnie, jak niewiele osób zostało porównanych z poniższymi. Chociaż baseny poniżej były pełne ludzi, zaledwie ułamek z nich pojawił się, by cieszyć się widokiem.

Na skraju znaleźliśmy rozległy obszar Laosu. Wydałem słyszalny „wow”. Nie miałem pojęcia, jak zielony jest Laos. Staliśmy tam i gapiliśmy się.

Gdy mieliśmy już zejść, podszedł przyjaciel dziewcząt i zapytał, czy znaleźli wejście do tajnego basenu.

„Jaki tajny basen?” Zapytaliśmy zgodnie.

Powiedział nam, że dalej w dół, wzdłuż ścieżki, którą już wspięliśmy się, było ukryte wejście do basenu średniego poziomu, który był praktycznie pusty. Nie był w stanie tego zauważyć i chciał naszej pomocy. Dziewczęta chciały się przyłączyć, i choć zawahałam się i głupio (jak byłam głodna), zgodziłam się, a my cofnęliśmy się w dół, jak przyszliśmy szukać tego ukrytego wejścia.

Gdy schodziliśmy, zauważyliśmy coś, co wyglądało jak kolejna mała ścieżka w lesie, zablokowana przez ogrodzenie z drutu kolczastego. Było to miejsce, do którego najwyraźniej nie należeliśmy, ale była też dziura, która nas kusiła. To musi być to, pomyśleliśmy.

Przeszliśmy przez pierwszą barierę, a następnie drugą, aby przejść ścieżką. W ciągu minuty dotarliśmy do tajnego basenu. Przede mną znajdował się akwamarynowy basen pod kaskadowym wodospadem oświetlony zachodzącym słońcem dnia. Promienie światła przenikały przez gęste drzewa i tworzyły jeszcze bardziej bajkowe środowisko niż to poniżej. Otoczony dżunglą, to było tak, jakbyśmy mieli świat dla siebie. Bez naganiaczy, bez tłumów, nikt nie robi zdjęć - tylko my, nieliczni, cieszymy się z tego daru z natury.

Ale tajny basen nie był całkowicie tajemnicą. Wokół pływało garstka nieustraszonych turystów.

„Nie ważne” - pomyślałem. Musiałem się ochłodzić po mojej długiej wędrówce w gorącym słońcu. Po długim, gorącym dniu wędrówki woda, choć zimna, była orzeźwiająca i po kilku minutach moje ciało ją rozgrzało. Woda była wystarczająco głęboka, by pływać, a my bawiliśmy się w basenie i podeszliśmy do krawędzi, gdzie znaleźliśmy małą półkę, na której moglibyśmy usiąść, spojrzeć w dół i szpiegować turystów poniżej, którzy nie wydawali się tego świadomi specjalne miejsce tuż nad nimi.

Po graniu przez co wydawało się minutami, ale naprawdę było wiele godzin, wróciliśmy z wystarczającą ilością czasu, aby zjeść na jednym ze straganów, które biegną wzdłuż drogi, zanim dotarliśmy na miejsce. Zjedliśmy kurczaka z grilla, lepki ryż i som tam (pikantna sałatka z papai). Kurczak został ugotowany do perfekcji, ze skórą o odpowiedniej ilości chrupiącej, a lepki ryż wsiąkł w doskonale słodzone soki tam.

Kilka dni później wróciłem z nowym zestawem przyjaciół i pokazałem im niezbyt tajny basen, zanim znów ucztowałem na kurczaku. Kuang Si był równie niesamowity po raz drugi.

Logistyka
Dotarcie do Kunag Si jest łatwe. Wystarczy wybrać tuk-tuks z centrum miasta w Luang Prabang. Odlatują w dowolnym momencie i kosztują około 30-40 000 kip. Upewnij się, że zaplanowałeś swój dzień na co najmniej cztery godziny w wodospadzie. Opłata za wstęp wynosi 20 000 kip (2,50 USD). Aby dostać się do tajnego wodospadu, postępuj zgodnie z instrukcjami powyżej.

Miejsce z kurczakiem nie ma właściwego imienia, ale kiedy wychodzisz z wodospadu, jest to trzecia restauracja po lewej stronie z owocowym miejscem na koktajl. Kurczak kosztuje 15 000 kipów.

Zdjęcie: 1