Historie podróżnicze

Czy dajesz żebrakom?

„Teraz, jeśli kupię wszystkie twoje kwiaty, wrócisz do domu, prawda?” Powiedziała australijska dziewczyna obok mnie.

„Tak”, powiedziała dziewczynka sprzedająca róże, kiedy podała mi paczkę mojemu przyjacielowi.

Byliśmy w Bangkoku i patrzyłem, jak mój przyjaciel z Australii lituje się nad małą Tajką sprzedającą kwiaty pijanym turystom na Khao San Road w Tajlandii. Kupiła wszystkie kwiaty, czując się dobrze z samą sobą i przekonana, że ​​trzymała małą dziewczynkę przed całą nocą, wysyłając ją do domu, by jutro odpocząć w szkole.

„Och, co do diabła!” Słyszałem, jak mówiła jakieś 30 minut później. Spojrzałem w górę i tam, po drugiej stronie ulicy, była mała dziewczynka z kwiatów, sprzedająca nową porcję kwiatów. Tym razem unikała nas.

Mój australijski przyjaciel był wyraźnie zniechęcony. Czuła się tak, jakby zrobiła coś dobrego, tylko po to, by uświadomić sobie okrutną rzeczywistość Tajlandii: dzieci nie wracają do domu, dopóki rodzice tego nie powiedzą. Po wielu latach spędzonych w Tajlandii wiedziałem, że tak się stanie. Moi przyjaciele i ja ostrzegaliśmy ją, żeby nie kupowała wszystkich kwiatów, że rodzice dziewczynki po prostu wyślą ją ponownie. Ale ona nie słuchała.

A teraz, kiedy wróciłem do Tajlandii i znów widzę żebraków i małe dzieci, wędrujące po ulicach z prośbą o pieniądze, zastanawiam się, czy dawanie dobrze sobie radzi lub po prostu wspiera wadliwy system. W większości rozwijającego się świata widzisz dzieci sprzedające drobiazgi i kwiaty mieszkańcom Zachodu. Widzisz rodziców błagających z dzieckiem „śpiącym” na kolanach, aby zyskać sympatię. W końcu rodzice wiedzą, co wiemy: trudno powiedzieć „nie” dziecku. Automatycznie czujesz się z nimi źle. Myślicie o biedzie, w której żyją, o życiu, które prowadzą, i pomyślcie: „Cóż, dam ci trochę pomocy”.

Gdyby ludzie nie dawali, te dzieci nie byłyby tam. I o ile ludzie protestują i odpychają dzieci, wielu innych ludzi otwiera swoje portfele w nadziei na zrobienie czegoś dobrego. Patrzymy na kobietę z dzieckiem w ramionach, sięgamy do kieszeni i idziemy „OK, tylko trochę”.

Kiedy widzę tych żebraków na ulicy, często jestem rozdarty, co mam robić. Z jednej strony nie chcę utrwalać systemu. Nie chcę, żeby dzieci sprzedawały drobiazgi zamiast uczyć się w szkole. Nie chcę, aby rodzice wykorzystywali swoje dzieci jako skrót do szybkiej gotówki. Nie chcę, aby dzieci były wykorzystywane jako szantaż emocjonalny. Chcę, żeby spali o 22.00, nie zajmując się złymi, pijanymi turystami, którzy są na nich zirytowani.

Wiem jednak, że wiele biednych rodzin często robi to z konieczności. Po prostu potrzebują pieniędzy. Często myślę o Bangladeszu. W latach 90-tych, kiedy praca w dziecięcych warsztatach odzieżowych stała się przyczyną du jour, skupiono się na warsztatach z Bangladeszu. Były bojkoty. Płacząca Kathy Griffin. Zgiełk. Ustawodawstwo. Producenci odzieży zepsuli dostawców, którzy zatrudniali dzieci. Zmniejszyła się praca dzieci, a ludzie Zachodu mogli spać spokojnie.

Jednak po latach pamiętam, jak czytałem artykuł w gazecie na temat badania, które było kontynuacją tego, co stało się z dziećmi w Bangladeszu. Okazuje się, że nie chodzili do szkoły. Wylądowali na ulicach jako żebracy. Rodziny potrzebowały dochodu na jedzenie. A jeśli nie mogliby pracować, robiąc ubrania, mogliby pracować na ulicach.

Potrzeba jedzenia przewyższa wszystkie inne potrzeby.

Pamiętam, jak kiedyś przeszedłem obok tego faceta i jego dziecka w części Bangkoku. Często chodziłem z przyjaciółmi. Mężczyzna sprzedał jakieś śmieciowe rzeczy, których nie chciałem. Ale pewnego dnia przeszedłem obok niego, a desperacja, błaganie w jego głosie tylko mnie powstrzymało.

"Spójrz. Proszę. Proszę - powiedział.

Nigdy nie widziałem tak szczerego wyrazu desperacji na czyjejś twarzy, jak tamtej nocy. Nie wiem, czy to wszystko było częścią gry „dostań pieniądze”, ale po prostu nie mogłem patrzeć na tego faceta ze swoim dzieckiem i rzeczy, których nikt nie chciał i nie został przeniesiony. Wyciągnąłem portfel i podałem facetowi 1000 bahtów (trochę ponad 30 USD). Był oszołomiony pieniędzmi, ale po prostu nie mogłem już przejść obok niego bez pomocy. Smutek w jego oczach był zbyt realny… po prostu zbyt namacalny.

Przekazywanie pieniędzy żebrakom często reprezentuje coś więcej niż czarno-biały wybór między wsparciem a nie wsparciem wadliwego systemu. Wiele z tych osób nie ma żadnej rzeczywistej struktury wsparcia społecznego, która mogłaby pomóc im wyjść z ubóstwa. Tajlandia nie ma programu pomocy społecznej. (Podobnie jak większość krajów rozwijających się, gdzie nie widać tak skrajnej nędzy i tylu żebraków.) Są sami.

I tak pomimo nienawiści do systemu, zwykle podaję. Jeśli w moim portfelu jest zmiana, oddaję ją bezdomnym i żebrakom świata. Po prostu trudno powiedzieć „nie”. Serce mi pęka.

I wiem, że to taki punkt. Żywią się twoją sympatią. Jest ciężko, zwłaszcza z dziećmi.

Co robisz? Czy dasz? Nie dajesz? Jaka jest tutaj odpowiedź? Czy jest jeden? Interesuje mnie, jak radzisz sobie z tą sytuacją, jak widzisz, rozwija się na całym świecie.

Obejrzyj wideo: Niewidomy chłopczyk OKRADZIONY ustawione (Grudzień 2019).

Загрузка...