Historie podróżnicze

10 momentów zmiany życia od 10 lat jako koczownik


Dziś mija dziesięć lat, kiedy byłem w drodze. 26 lipca 2006 pożegnałem się z tatą, wsiadłem do samochodu i rozpocząłem roczną podróż dookoła świata, wyruszając w podróż po Stanach Zjednoczonych. (Ta podróż nie zakończyła się właściwie 18 miesięcy później.)

Kiedy wróciłem do domu i usiadłem z powrotem w kabinie, wiedziałem, że jestem na zawsze zmieniony - życie biurowe i korporacyjne nie było dla mnie.

Moja dusza płonęła, by wrócić na drogę.

Byłem teraz nomadem. Podróż ze mną jeszcze się nie skończyła.

Więc zrobiłem to, co zrobiłby każdy, kto nie ma pieniędzy ani odpowiedzialności - znowu odszedłem. Podróżowałem do Europy, wróciłem do Tajlandii, uczyłem angielskiego i zacząłem wkładać czas i wysiłek w tę stronę.

Ostatnie dziesięć lat to długa, kręta droga. To był jeden szczęśliwy wypadek po drugim: od ludzi, których poznałem, którzy podekscytowali mnie podróżowaniem, zajęciami z Tajlandii, które doprowadziły mnie do życia w Bangkoku, do kabiny, która skłoniła mnie do uruchomienia tej strony, do zostania pisarzem podróży , pisanie książki i zakładanie hostelu.

To była jedna ekscytująca i nieplanowana przygoda.

Ale dziesięć lat to długi czas, aw zeszłym roku zacząłem (w końcu) kończyć moje koczownicze drogi. Po wielu fałszywych startach zasadziłem korzenie w Austin. Nie planuję już wielomiesięcznych podróży po drogach, a teraz skupiam się na następnym rozdziale mojego życia - podróżniku w niepełnym wymiarze godzin, właścicielu hostelu, wycieczkowiczu i wczesnym ptaszku (ale wciąż międzynarodowym człowieku tajemnicy).

Kiedy jeden rozdział dobiega końca, a kolejny otwiera się, chcę podzielić się moimi ulubionymi historiami z ostatnich dziesięciu lat w drodze:

1. Nawiązywanie znajomości w podróży


Na początku mojej pierwszej podróży byłem bardzo cichym introwertykiem. Nie wiedziałem, jak poznawać ludzi i spędziłem dużo czasu, jeżdżąc po kraju i zwiedzając sam. Podróżowanie nie było zadziwiającą społecznością. Byłem głównie sam i często się nudziłem.

To znaczy, dopóki nie wszedłem do hostelu w Tucson.

Tam spotkałem Brit w moim akademiku. Zdaliśmy sobie sprawę, że oboje jedziemy do Wielkiego Kanionu, więc skończyło się na wędrówce razem. Po powrocie do hostelu wybraliśmy kolejnego Brytyjczyka o imieniu Jonathan, poznaliśmy fajnych ludzi w podróży do Sedony, a także w hostelu pod Albuquerque, Austriaka o imieniu Vera. Razem pojechaliśmy przez Nowy Meksyk i Kolorado, zanim podzieliliśmy się w Boulder.

Pamiętam tę podróż z wielkim sentymentem - śpiewanie piosenek pop z lat 90-tych, dzielenie się kolekcjami muzycznymi, wieczór, w którym przekonaliśmy niektórych studentów z college'u, że jestem Australijczykiem, gigantyczne posiłki, które ugotowaliśmy i wspólne poszukiwania.

To właśnie to doświadczenie w końcu pomogło mi poczuć się komfortowo, witając się z nieznajomymi i nawiązując przyjaźnie.

2. Życie na Ko Lipe


Miesiąc, który spędziłem mieszkając na tajskiej wyspie Ko Lipe w 2006 roku, jest moim ulubionym spośród wszystkich moich wspomnień z podróży. Jeśli istnieje niebo dla każdego z nas, moje wyglądałoby jak Ko Lipe. Chociaż jest to teraz duży ośrodek turystyczny, wtedy było to senne małe miejsce z jednym ładnym kurortem, kilkoma bungalowami i ograniczoną elektrycznością. Chociaż można było zobaczyć, że wyspa będzie następnym Phi Phi (jednym z ogromnie zagospodarowanych miejsc), w tym momencie był to wciąż raj.

Poszedłem tam spotkać przyjaciela. Podczas rejsu połączyłem się z Patem (starszym Irlandczykiem) i Paulem i Jane (para brytyjska). Jakoś udało mi się stracić klapki jeszcze zanim dotarliśmy na wyspę i postanowiłem iść boso podczas mojego pobytu. „To potrwa tylko kilka dni” - powiedziałem.

Te kilka dni zmieniło się w miesiąc.

Pat, Paul, Jane, moja przyjaciółka Olivia, i ja poznaliśmy kilku innych ludzi, którzy też nigdy nie opuszczali wyspy, i utworzyliśmy zgraną grupę. W ciągu dnia wypoczywaliśmy na plaży, graliśmy w tryktraka, nurkowaliśmy lub udawaliśmy się na jedną z innych wysp w parku narodowym. W nocy jedliśmy na tanich owocach morza, piliśmy piwo i wymyślaliśmy gry plażowe, aż zgasną światła. Spędziliśmy razem Boże Narodzenie, dawaliśmy sobie nawzajem prezenty i związaliśmy się z mieszkańcami, którzy zaprosili nas do swoich domów i wzbudzili moje zainteresowanie nauką języka tajskiego.

Ale kiedy moja wiza w końcu wygasła i musiałem lecieć do Malezji, żeby dostać nową, musiałem się pożegnać. Było słodko-gorzkie, ale wszystkie dobre rzeczy kiedyś się kończą. (Skończyło się na tym, że wpadłem na nich wszystkich w Tajlandii w kolejnych miesiącach).

To doświadczenie pozostało ze mną na zawsze i nauczyło mnie, że najlepsze rzeczy na drodze zdarzają się, kiedy najmniej się ich spodziewasz.

3. Historia gówna


Będąc w Barcelonie w 2013 r., Zostałem w hostelu, w którym bardzo pijany współlokator postanowił wziąć gówno w naszym pokoju w akademiku, a podczas sprzątania się zamknął. Kiedy się obudziłem, żeby go wpuścić, zdałem sobie sprawę z tego, co się stało (dzięki gównie w mojej ręce), wystraszyłem się, krzyknąłem i umyłem ręce, jak nigdy wcześniej ich nie umyłem. Spośród tysięcy nocy spędzonych w hostelu była to najstraszniejsza rzecz, jaka mi się przytrafiła.

Potem przyrzekłem sobie pozostać w pokojach w akademiku, jeśli absolutnie nie miałbym wyboru - a już na pewno nie w schronisku z reputacją imprezowania.

Możesz przeczytać historię tutaj.

4. Życie w Amsterdamie


W 2006 roku po raz pierwszy odwiedziłem Amsterdam. Skończyło się na tym, że grałem w pokera przez prawie trzy miesiące (zabawny fakt: sfinansowałem część mojej oryginalnej podróży wygranymi w pokera). Podczas mojego pobytu spotkałem wspaniałych, gościnnych ludzi, ale żaden nie wystaje jak Greg.

Greg i ja zawsze wydawaliśmy się być w kasynie w tym samym czasie, a on wciąż zapraszał mnie do przyłączenia się do prywatnych gier pokerowych, które prowadził. Kiedy masz przed sobą dużo pieniędzy kogoś innego, zazwyczaj masz podejrzane oko, gdy zapraszają cię później. Ale im więcej się o nim dowiedziałem i jak ludzie z nim rozmawiali, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że jest po prostu dobrym facetem i że to jest jego sposób na przyjęcie mnie do miasta. W końcu powiedziałem „tak”, a jego grupa społeczna stała się moją grupą społeczną, kiedy tam byłem. Będziemy jeść, pić i grać w pokera. Nauczyli mnie holenderskiego, zapoznali mnie z holenderskim jedzeniem i pokazali mi widoki Amsterdamu.

Niestety, Greg zginął w napadzie kilka miesięcy po moim wyjeździe z Amsterdamu, ale moje doświadczenia z nim nauczyły mnie być bardziej otwartymi i przyjaznymi dla obcych, a ludzie nie zawsze mają złe intencje.

5. La Tomatina


W 2010 roku pojechałem do La Tomatina (festiwal walki z pomidorami) w Hiszpanii. Wchodząc do mojego akademika, poznałem dwóch Australijczyków, dwóch Amerykanów i gościa z Malezji. Mieliśmy zostać współlokatorami na następny tydzień, ponieważ hostel wymagał, aby wszyscy pozostali cztery noce podczas festiwalu.

W tym czasie my, szóstka, po prostu to zrobiliśmy. Wszyscy szybko związaliśmy się i spędziliśmy następny tydzień spędzając czas w naszym życiu, obrzucając się nawzajem pomidorami, pijąc sangrię, karmiąc kaca z lodem i prowadząc Quincy'ego, naszego malajskiego przyjaciela z nieskazitelnym hiszpańskim.

Decydując się na zabawę nie powinno się skończyć, podróżowaliśmy razem do Barcelony. Pamiętam, jak jedna dziewczyna dołączyła do naszej załogi i wspomniała, jak to było tak dziwne, że tak zróżnicowana geograficznie grupa była tak blisko. „Jak się poznaliście?” „Właśnie się poznaliśmy w zeszłym tygodniu!” Odpowiedzieliśmy. "Naprawdę? Myślałem, że znacie się od lat! ”

Od lat, chociaż nie widzimy się często z powodu odległości geograficznej między nami, pozostaliśmy w kontakcie. Kiedy się odwiedzamy, to tak jakbyśmy wrócili do Hiszpanii i nie minął już żaden czas.

Kiedy klikniesz na ludzi, klikniesz na ludzi. Nie ważne gdzie idę, noszę ten czas ze sobą.

6. Nauka nurkowania na Fidżi


Z kaprysu postanowiłem polecieć na Fidżi, kiedy byłem w Nowej Zelandii. Tam mój przyjaciel naciskał mnie na nurkowanie. „Zawsze chciałeś to zrobić. Tu jest tanio się uczyć. Przestań być mięczakiem! ”

On miał rację.

Nie miałem usprawiedliwienia, więc zapisałem się na klasę certyfikacyjną. Byłem jednak zdenerwowany. „A jeśli utonę? Czy naprawdę możesz oddychać pod wodą? ”Podczas mojego pierwszego nurkowania uderzałem w butlę z tlenem, jak stoner uderza w bonga! Przeszedłem przez zbiornik w mniej niż 30 minut, kiedy normalnie powinien on trwać prawie godzinę.

I - chociaż mój partner nurkowy wyrzucił mój regulator z ust i prawie się utopiłem - nauka nurkowania była jednym z największych doświadczeń mojego życia. Widzenie oceanu spod powierzchni było wstrząsające. Nigdy nie byłem otoczony przez tak wiele naturalnego piękna i różnorodności. To był zdecydowanie jeden z tych momentów „wow!”.

Po tym doświadczeniu zdecydowałem, że powinienem być trochę bardziej ryzykowny. Doprowadziło mnie to do spróbowania kolejki górskiej więcej (nienawidzę wysokości), przejażdżek helikopterem (poważnie, nienawidzę wysokości) i huśtawek kanionu (wysokości kurwa); spróbuj więcej sportów przygodowych; i wyjdź na zewnątrz więcej (natura jest zbyt cudowna, aby nie).

(P.S. - Patrz, jak krzyczę jak dziecko w tym filmie na huśtawce w kanionie.)

7. Safari w Afryce


W 2012 r. Pojechałem na safari po południowej Afryce, odwiedzając RPA, Namibię, Botswanę i Zambię. Spałem pod gwiazdami, widziałem Drogę Mleczną z taką szczegółowością, że myślałem, że niebo zostało zrobione w photoshopie, i dostrzegłem słonie, lwy i niezliczone inne zwierzęta, o których wcześniej marzyłem. Afryka była surowa i nieokiełznana, i na nowo rozpaliła miłość natury, której nie czułam od dawna.

Podobnie jak nurkowanie z akwalungiem, był to tylko jeden z momentów „wow!”, Kiedy zdajesz sobie sprawę, jak wspaniałe jest życie i natura. Przebywanie w Afryce było niesamowitą przygodą, a jej piękno i gościnność ludzi od tamtej pory utknęły we mnie.

8. Życie w Bangkoku


W 2007 roku przeprowadziłem się na miesiąc do Bangkoku, aby uczyć się tajskiego. Większość pierwszych tygodni spędziłem w moim pokoju, sam i grając w Warcrafta. Zatrzymałem się w okolicy, gdzie mieszkało więcej mieszkańców, ponieważ chciałem wydostać się z turystycznego, turystycznego obszaru, ale czułem się też bardzo oderwany od miasta.

Postanowiłem jednak przedłużyć swoje podróże i wyjechać do Europy w przyszłym roku, więc nisko funduszy potrzebowałem więcej pieniędzy! Postanowiłam znaleźć pracę, ponieważ słyszałam, jak nauczanie angielskiego płaci dużo pieniędzy. W tym samym czasie znajomy dowiedział się, że zostanę dłużej i przedstawił mnie jednemu ze swoich przyjaciół w Bangkoku, który przedstawił mnie innym znajomym. Nagle znalazłem się w mieszkaniu z kręgu przyjaciół i dziewczyną i życiem. Na początku nie było łatwo, ale im dłużej się zatrzymywałem, tym bardziej wychodziłem z domu i stawałem się coraz bardziej mieszkańcem Bangkoku.

To było to doświadczenie, które nauczyło mnie, że mogę to zrobić wszędzie - że jestem zdolną, niezależną osobą, która może rozpocząć życie od zera.

Bo gdybym mógł rozpocząć życie w takim miejscu jak Bangkok, mógłbym rozpocząć życie w dowolnym miejscu.

9. Znalezienie rodziny w Ios


W 2009 roku poleciałem z Azji do Grecji, aby spotkać przyjaciela i zwiedzić greckie wyspy. Po wylądowaniu w Ios okazało się, że przybyliśmy za wcześnie w sezonie turystycznym i wyspa była pusta. W barach i restauracjach byli tylko turyści. Dość dobrze poznaliśmy niewielką ich grupę, a kiedy mój przyjaciel przeniósł się, postanowiłem zostać. Nie mogłem jeszcze opuścić mojej nowej rodziny.

Nasze dni spędzaliśmy na plaży, urządzaliśmy grilla na kolację, a nasze noce były rozmazane. Kiedy moja nowo odkryta rodzina znalazła pracę w barach na wyspie, napisałem i blogowałem. Było tak fajnie, że kiedy dowiedziałem się, że większość wraca do Ios w następnym roku, ja też.

Dla mnie Ios to dzikie, beztroskie lato, w którym czujesz, że świat jest twoją ostrygą i nic nie może powstrzymać Ciebie i Twoich przyjaciół przed podbiciem.

Choć minęły lata, nadal pozostaję w kontakcie z wieloma ludźmi, których poznałem w 2009 r., Spotykając się z nimi w Nowym Jorku, Australii, Hongkongu, Szkocji i różnych innych częściach świata.

10. Patagonia


Tegoroczna podróż do Patagonii była jednym z najważniejszych momentów w moich podróżach, ponieważ nauczyła mnie, że nie jestem Supermanem i nie mogę tego wszystkiego żonglować.

Po próbie znalezienia równowagi między pracą a podróżą w końcu pękłem. Nie mogłem poradzić sobie zarówno dobrze, jak i zacząć odczuwać niepokój. Zmieniło to sposób, w jaki podróżuję: nie podróżuję i praca. Jeśli spróbuję zrobić oba jednocześnie, zawsze będziesz cierpieć. Więc teraz, jeśli jestem w nowym miejscu, jestem w nowym miejscu! Komputer jest nieobecny. Jestem tam, aby badać, a nie pracować.

Była to trudna lekcja do nauczenia się i będzie interesujące zobaczyć, jak rozgrywa się ona podczas dłuższych podróży, ale gdy moje oko drgnęło i ataki paniki ustąpiły, znalazłem się w znacznie lepszym miejscu.

***

Stworzyłem więcej wspomnień niż pamiętam w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Często przypominam sobie coś, co znalazło drogę powrotną z mrocznych zakamarków mojego umysłu i mówię: „O tak, to zrobił zdarzyć. Cholerny. Jak zapomniałem coś takiego? ”

Często wydaje mi się, że w moim umyśle kończy się miejsce.

Mam szczęście, że mogłem doświadczyć wszystkiego, co miałem w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Nie każdy ma szansę podróżować, zwłaszcza tak długo, jak ja. Często zdumiewa mnie trajektoria, którą moje życie podjęło po prostu mówiąc „rzuciłem” pewnego dnia.

Czy zawsze tak było? Czy wszechświat spiskował, aby tak się stało?

A może to po prostu szansa, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem? Czy to było we mnie przez cały czas, a ja po prostu musiałem wykorzystać swój potencjał?

Jak mówi wiersz, „dwie drogi rozeszły się w lesie” - i to wszystko zmieniło.

Nie wiem, jak wyglądała ta inna droga i, szczerze mówiąc, mnie to nie obchodzi. Nigdy się nad tym nie zastanawiam. Nigdy nie myślę „co jeśli?” Droga, na której jestem, nigdy nie jest prostą drogą w górę, ale ta droga, którą wybrałem w tym żółtym drewnie, była najlepszym wyborem, jaki kiedykolwiek zrobiłem.