Historie podróżnicze

Ludzie, którzy ukształtowali moje życie

To ludzie, których spotykasz sprawiają, że podróż jest bogatym, żywym doświadczeniem. Kształtują nasze wspomnienia bardziej niż same miejsca. Mogą sprawić, że złe miejsce będzie dobre, lub świetne miejsce złe. Uczą nas tego, co lubimy lub nie lubimy w innych. Świecą światłem na naszą ignorancję i uczą nas o sobie.

A kiedy zbliżam się do pięciu lat podróży, chcę poświęcić trochę czasu na wspomnienie pięciu osób (lub grup ludzi), które miały największy wpływ na moją podróż:

Greg - W 2006 roku spędziłem kilka miesięcy w Amsterdamie grając w pokera. (Tak, mógłbyś nazwać mnie profesjonalistą.) Tam zawsze był ten lokal, który mnie zapraszał. Patrząc w dół na duży stos swoich pieniędzy przede mną, zawsze byłem podejrzliwy w tej sprawie - czy on po prostu mnie okradnie? Jednak po tym, jak został uspokojony, że jest dobrym facetem od innych graczy i często go widywał, zdałem sobie sprawę, że był po prostu miłym facetem i zgodził się na jego zaproszenie. On i niektórzy inni gracze zabrali mnie na drinka, na cotygodniowe gry w pokera w domu, i ogólnie rzecz biorąc, pokazali mi po prostu „lokalne” podejście do Amsterdamu. Greg nauczył mnie, że nieznajomi nie zawsze mogą cię zdobyć. Dla kogoś, kto od jakiegoś czasu jest w drodze, jest to dla mnie oczywiste. Ale kiedy jesteś świeżo upieczony i początkujący w podróżowaniu, nie jest łatwo spuścić strażnika i wpuścić obcych. Niestety, nigdy nie mogę powiedzieć Gregowi, że ci dziękuję. Kilka miesięcy po moim wyjeździe z Amsterdamu zginął podczas napadu w jego domu. Ale gdziekolwiek jest teraz, brakuje mu.

Nieznani turyści w Chiang Mai - Są małe chwile w życiu, które kształtują całą resztę twojego życia. Małe wydarzenia, które falują, tworząc ogromne fale. Nigdy nie myślałem, że moja dwutygodniowa podróż do Tajlandii będzie czymś więcej niż chwilą wytchnienia od zimnej bostońskiej zimy. Jednak podczas tej pamiętnej podróży w 2005 roku spotkałem pięciu turystow w autobusie do świątyni w Chiang Mai. Przez rozmowę o tym, jak absurdalny jest dwutygodniowy system urlopów w Ameryce, zdałem sobie sprawę, że życie ma więcej niż 401 (k) i 50-godzinny tydzień pracy. To małe wydarzenie stało się jednym z najważniejszych momentów w moim życiu. Tydzień później na plaży na Ko Samui zwróciłem się do mojego przyjaciela i powiedziałem, że zamierzam wyruszyć w świat. Reszta to historia - wszystko dzięki nieznajomym w autobusie.

Załoga Ko Lipe - Niedługo po Amsterdamie postanowiłem pojechać na Ko Lipe w Tajlandii. Ktoś powiedział mi, że jest dobry, tani i w większości wolny od turystów - brzmiało to jak raj. To było. Zostałem na miesiąc. Kiedy tam byłem, spotkałem Paula i Jane, parę z Nowej Zelandii. Natychmiast to zrobiliśmy i szybko się zaprzyjaźniliśmy. To był pierwszy raz w mojej podróży, że tak szybko związałem się z ludźmi. Myślałem o podróży jako o sposobie nawiązania przyjaźni, ale nigdy jako sposób na znalezienie „najlepszych przyjaciół”. Ale Ko Lipe udowodnił, że się mylę, a lata później spotkali mnie na lotnisku w Nowej Zelandii i zabraliśmy się tam, gdzie wyszliśmy poza. To doświadczenie otworzyło mnie na myśl, że nawet w mgnieniu oka możesz stworzyć przyjaciół na całe życie.

Anna the Ex - Często nie mówię o moim życiu randkowym, poza wspominaniem, że czasami trudno jest umówić się na randkę. Ale powiem, że miałem związek. Poznałem Annę kilka dni po tym, jak przeprowadziłem się na Tajwan. Zobaczyłem ją w barze i po prostu poszedłem z nią porozmawiać. (Lekcja tutaj ludzie świata: po prostu wejdź i powiedz cześć. To działa.) W semestrze uczyła się chińskiego. Spotykaliśmy się, kiedy byłem w Taipei, co - wiedząc, że wyjeżdżam za kilka miesięcy - sprawiło, że wszystko stało się… skomplikowane. Po opuszczeniu Tajpej pozostaliśmy „razem” w luźnym znaczeniu tego słowa. Kilka miesięcy później pojechałem do Europy i spędziłem z nią dwa tygodnie w Wiedniu. To było trudne: Anna nie chciała opuścić Wiednia, a ja nie byłam gotowa przestać podróżować. Kiedy odszedłem, oboje wiedzieliśmy, że nie wrócę. Po prostu zostawiliśmy to tam, choć czasami pozostajemy w kontakcie. Jednak mój związek z nią nauczył mnie, że nie ma mowy, bym był gotowy na związek, który wymagał ode mnie rezygnacji z podróży i że byłam z tym w porządku.

Gang La Tomatina - Podobnie jak ludzie z Ko Lipe, była to grupa ludzi, którzy właśnie kliknęli. Było nas sześciu w pokoju w akademiku. Nieznajomi z całego świata, ale od razu to zrobiliśmy. Przez następny tydzień wszyscy byliśmy nierozłączni. Kiedy przeprowadziliśmy się do Barcelony, ludzie komentowali, jak blisko byliśmy, co, biorąc pod uwagę, że wszyscy byliśmy z różnych części świata, było dziwne. „Ile lat znacie się?”, Pytali. „Około tygodnia”, odpowiedzieliśmy. Ale czasami ludzie po prostu się łączą, a gang z La Tomatina przypominał, że jest to możliwe nie tylko raz podczas podróży, ale często. I jako doskonały przykład tego, jak sprawy nigdy się nie zmieniają, ponad rok później świętowałem Święto Dziękczynienia z braćmi bliźniakami z tej grupy i ich rodziną, i było tak, jakbyśmy byli przyjaciółmi od dzieciństwa. Oczywiście, że byłbym tam na Święto Dziękczynienia!

Życie jest pełne nieznajomych, którzy kształtują nasze życie, zarówno dobre, jak i złe. Wszyscy ludzie, których spotykasz, zostawiają z tobą kawałek siebie. I często nie zdajesz sobie z tego sprawy dużo później. Nie myślisz o tym aż do jakiejś melancholijnej, refleksyjnej nocy w przyszłości, kiedy usiądziesz do napisania postu na blogu w ten sposób.

Chociaż widziałem wiele niesamowitych miejsc w moich podróżach, są one w dużej mierze nieistotne. To ludzie, których spotkałem, którzy poprawili moje życie. Są tym, o czym myślę najbardziej. I nie spotykając takich ludzi na drodze, prawdopodobnie nie przetrwałbym tak długo.

W ten weekend, kiedy kończę 30 lat, podnoszę im kieliszek i wszystkich innych ludzi, których spotkałem w ciągu ostatnich pięciu lat. Dziekuję Dziekuję Dziękuję.